wtorek, 11 lipca 2017

Chapter 02

Lekcje minęły mi dość szybko i w tym momencie siedziałam w samochodzie, kierując się w kierunku domu. Jeszcze dwie minuty i będę w budynku moich koszmarów. Jedynie, co tam kocham, to mój pokój. Kiedy się w nim zamykam, puszczam muzykę na słuchawkach i siadam na parapecie. Wtedy rozmyślam nad swoim życiem. Dlaczego jest takie, a nie inne. 
IsabellAle to nie czas na rozmyślanie. Właśnie parkowałam w garażu. Wysiadłam z auta i poszłam do mojego pokoju. Nie zaglądałam do salonu, ani kuchni. Muszę wziąć prysznic. Jestem cała spocona, przez upał, jaki jest na dworze. Nienawidzę tego uczucia, kiedy kleję się przez pot. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam czyste ciuchy i pomalowałam się.
Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Rozejrzałam się, mając wrażenie, że ktoś tu był, albo jest. Coś jest nie tak, ale nie wiem co. Pewnie mi się wydaje, bo jestem zmęczona. Podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej wodę, którą wlałam do szklanki i wypiłam. W moim brzuchu zaburczało, więc z półmiska wzięłam banana i go zjadłam, po czym napisałam do Eve.

Do: Eve xoxo
Idę do Ciebie. Będę za pół godziny.

Od: Eve xoxo
Okej, to zbieram jedzenie do mojego pokoju.

Do Eve xoxo
Wiesz, jak mnie uszczęśliwić. <3

Na tym się skończyła nasza konwersacja. Wbiegłam do góry i weszłam do pokoju, z którego wzięłam telefon, słuchawki, jakieś drobne, klucze od domu i czapkę, którą założyłam na głowę. Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę domu przyjaciółki. Stwierdziłam, że się przejdę. Dobrze mi to zrobi, a do blondynki mam 20 minut spacerkiem. Mimo że jestem leniwa, to od czasu do czasu potrzebuję się przejść. Każdy potrzebuje. Szłam, mało uczęszczaną ścieżką, w parku, kiedy zobaczyłam kłócącą się parę. Ona płakała, a on był wściekły. Nie zainteresowałam się tym zbytnio, dopóki on jej nie uderzył. Krew się we mnie zagotowała, ale mimo to, podeszłam do nich spokojnie. Ściągnęłam słuchawki i schowałam je do kieszeni, nie wyłączając piosenki. Spojrzałam na dziewczynę i zobaczyłam, że to Lucy. Koleżanka ze szkoły, która cały czas chodzi uśmiechnięta. Zdziwiłam się lekko, ale nie okazywałam tego.
- Uderz ją jeszcze raz. - powiedziałam spokojnie do chłopaka. Spojrzał na mnie i wyglądał na zdziwionego. Pewnie dopiero teraz mnie zobaczył.
- Co? - spytał z głupim uśmiechem na twarzy. Wytrzymaj jeszcze chwilę Isa - mówiłam sobie.
- Powiedziałam, żebyś uderzył ją jeszcze raz. - mruknęłam spokojnie. Patrzył na mnie, jak na ufo. 
- Jesteś normalna? - spytał. Jestem na granicy. Uwierzcie mi, wściekłość, jaka teraz mną zawładnęła, aż bolała.
- Isa, odejdź, nie warto. - usłyszałam głos Lucy. Chłopak spojrzał na nią wściekły i podniósł rękę, aby ją uderzyć, jednak ja mu w tym przeszkodziłam, łapiąc ją i wykręcając. Skrzywił się i próbował się wyrwać. Okej. Popchnęłam go, a kiedy upadł na ziemię, podeszłam do niego i kopnęłam go w jego kolegę. Krzyknął i skulił się, a ja zaczęłam go kopać, gdzie popadnie. Nie interesowało mnie, czy go zabiję. Nigdy mnie to nie interesowało. Chłopak był nieprzytomny, a wokół niego było pełno krwi. Lucy próbowała mnie odciągnąć, ale ja byłam w amoku. Jednak zaraz poczułam, że ktoś łapie mnie w talii i podnosi. Wierciłam się, próbując się uwolnić, ale to na nic. Kiedy poczułam ziemię pod stopami, spojrzałam na sprawcę mojej teleportacji. Kogo ujrzałam? Bieber'a. No kurwa. Wyminęłam go i chciałam ruszyć w kierunku mojej ofiary, ale złapał mnie za ramie. 
- Puszczaj! - krzyknęłam. Chłopak się zaśmiał. Tak, bo powiedziałam to do żartów. No pewnie, śmiej się.
- Nieźle go załatwiłaś. Ale chyba nie wiesz, kim on jest. - powiedział, a ja spojrzałam na niego nierozumiejącym wzrokiem.
- Co masz na myśli? - spytałam. 
- Chłopak, którego pobiłaś, jest z mojej grupy. - mruknął, a ja wybuchłam śmiechem. 
- No to faktycznie jesteście silni. - mruknęłam, kiedy się uspokoiłam. Nie powinni być gangsterami, jeżeli są tacy słabi. - Dobra, nie mam czasu, nara. - powiedziałam, patrząc na zegarek. Jestem już spóźniona trzy minuty, a nie jestem nawet w połowie drogi. Zaczęłam biec najszybciej, jak potrafiłam. Słyszałam za sobą krzyki Jason'a, ale je zignorowałam. Eve będzie zła. Droga do jej domu zajęła mi jeszcze pięć minut. Zapukałam, ale nikt mi nie otworzył. Zmarszczyłam brwi i nacisnęłam na klamkę. Drzwi były otwarte, a w środku domu było cicho. Coś się dzieje. W tym domu zawsze jest hałas. Weszłam do środka i skierowałam się do salonu. Widok, który tam zastałam, zmroził mi krew w żyłach. Na podłodze leżały trzy trupy - mama, tata i brat Eve, a sama dziewczyna była przywiązana do krzesła. Była nieprzytomna i cała zakrwawiona. Stałam w miejscu, nie mogąc się ruszyć. Wszystko było poprzewracane i ubrudzone krwią. Widok ten i tak nie wywołał u mnie łez. Nic nie wywoła. Kiedy się otrząsnęłam, podbiegłam do dziewczyny.
- Eve! Eve, obudź się! Dalej! - krzyczałam. W końcu poskutkowało, bo dziewczyna otworzyła oczy. Rozejrzała się po pomieszczeniu i wybuchła płaczem. W jej oczach nie było smutku, tylko płacz. Rozwiązałam ją i zaprowadziłam do jej pokoju, gdzie zadzwoniłam po policję, aby poinformować o tym, co się stało. Nawet nie próbowałam pocieszać blondynki, bo wiem, że by mi się nie udało.
- Ja... ja to wszystko widziałam. - odezwała się w pewnym momencie. - Wiem, kto to był. dopowiedziała zdenerwowana.
- Co? - spytałam głupio. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
- Mogę Ci to opowiedzieć? Proszę, bo nie wytrzymam. Nie mogę tego w sobie dusić. - powiedziała, a ja ją przytuliłam. Ona będzie miała traumę do końca życia, do cholery!
- Jasne. - powiedziałam łagodnie.
- No więc... - zacięła się na chwilę, aby pomyśleć. - Aha, już wiem. Więc to było tak, że ktoś zapukał do drzwi, to poszłam otworzyć, bo myślałam, że to Ty. To było może trzy minuty po Twoim SMS, ale myślałam, że przyjechałaś autem. Jednak to nie byłaś Ty. Do mojego domu weszło trzech kolesi i skierowali się do salonu, gdzie byli rodzice i Adam. Próbowałam ich zatrzymać, ale mnie nie słuchali.
- Siema Torres, gdzie moje pieniądze? - spytał jeden z nich, rozsiadając się na fotelu. Ojciec powiedział, że nie ma.
- Oj, to bardzo nie dobrze. Umawialiśmy się, a wiesz, co się dzieje, kiedy ktoś nie spłaca długu. - powiedział i wtedy się zaczęło. Podszedł do niego i uderzył go. Podbiegłam i próbowałam być taka, jak Ty. Chciałam go obronić, ale związali mnie za krześle. Adama i moją mamę zadźgali nożami, przedtem się znęcając nad nimi. Ojciec miał gorzej. Pobili go, potem strzelili mu w ręce i nogi, a na samym końcu w głowę. Potem podeszli do mnie i powiedzieli, żebym lepiej spłacała długi. Jeden z nich uderzył mnie w tył głowy i zemdlałam. Ale nie wiem, czemu jestem zakrwawiona. - powiedziała. O dziwo nie płakała. Miała obojętną twarz. 
- Pomogę Ci to przetrwać. - powiedziałam. Nie skomentowałam jej opowieści. Lepiej jest siedzieć cicho. Przynajmniej jej to pomaga. Usłyszałyśmy pukanie w drzwi.
- Proszę, nie otwieraj. - powiedziała, patrząc na mnie błagalnie. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam radiowozy.
- To tylko policja. - powiedziałam. Dziewczyna pokiwała głową i puściła mnie, a ja wstałam i poszłam otworzyć.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj rozdział jest trochę krótszy. Dodałam go szybciej, bo idę do szpitala na tydzień i nie będę mogła dodawać. Mam nadzieję, że się spodoba i do następnego!
Werka W xoxo

poniedziałek, 10 lipca 2017

Chapter 01

Beep-beep-beep
Jeszcze pięć minut!
Beep-beep-beep
Nie chcę!
Beep-beep-beep
Nosz kurwa mać! 
Beep-beep-be...
W końcu przestał dzwonić. Pomińmy szczegół, że zamknął się dopiero kiedy uderzyłam w niego całą siłą, jaką miałam. Muszę wstać do szkoły. Ale tak mi się nie chcę. Chcę zostać w moim ciepłym łóżeczku! Niestety nie mogę. Jakby moi rodzice dowiedzieli się, że nie poszłam do szkoły, to nawet nie chcę myśleć, co by mi zrobili. Wiem jedno. Nie skończyłoby się to dla mnie dobrze. Nawet, jak teraz przez tydzień ich nie będzie i tak sięgłoby mi się później. Wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro i wiecie co? Wyglądałam okropnie. Siniak na policzku, pęknięta warga i brew. Efekty po wczorajszym. Ojciec dowiedział się o bójce, w której brałam udział i trochę się wkurzył. O dziwo nie było źle, bo tylko dwa razy mnie spoliczkował. " To tylko dlatego, że musimy jutro wstać, mała szmato. " powiedział. Dzisiaj o piątej mieli samolot do Los Angeles. Nie będzie ich tydzień. Nawet nie wiecie, jaka szczęśliwa jestem. 
IsabellWzięłam szybki prysznic, ubrałam się i pomalowałam, aby nie było widać siniaka. To wszystko zajęło mi Pół godziny, ale wyglądałam okej. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni. Z lodówki sięgnęłam wodę, którą schowałam do torebki, a z półmiska, leżącego na wysepce, wzięłam jabłko i zaczęłam je pałaszować. Kiedy skończyłam, ogryzkę wyrzuciłam do śmietnika i poszłam do garażu po samochód. Wyjechałam nim na podjazd i wyszłam z niego, aby zamknąć dom na klucz, po czym wróciłam do wozu, otworzyłam okno i wyjechałam w kierunku szkoły, puszczając sobie moją ulubioną piosenkę <KLIK> i zaczęłam ją śpiewać.
Znalezione obrazy dla zapytania audi r8 black


Dime cual fue mi error
Si mi único delito solo fue amarte
Hoy soy el perdedor
Que me ha rodado el truco para enamorarte.

( Powiedz mi, jaki popełniłem błąd?
Jeśli jedynym moim przestępstwem było kochać Cię
Dziś jestem przegranym,
któremu skradziono sztuczki, aby Cię rozkochać )

Uwielbiam tą piosenkę! Mogłabym jej słuchać wiecznie.
Do szkoły dojechałam po jakiś piętnastu minutach i zaparkowałam na moim miejscu, czyli najbliżej drzwi, aby nie mieć daleko. Mówiłam wam, że jestem, tak trochę leniwa? Nie? To teraz mówię. Wysiadłam z samochodu i nacisnęłam guzik na pilocie, aby się zamknął, po czym poszłam w kierunku wejścia do budynku. Wyciągając telefon z torebki, wpadłam na kogoś.
- Uważaj, jak łazisz, patafianie. - syknęłam, nie patrząc w górę. Musiałam podnieść mój telefon.
- Coś Ty powiedziała, suko? - usłyszałam seksowny zachrypnięty głos, ale nie to zwróciło moją uwagę, tylko to, jak mnie nazwał. Nikt nie ma prawa tak do mnie mówić. Wstałam z ziemi i spojrzałam w twarz chłopakowi i szczerze? Zamurowało mnie. Wyglądał, jak pieprzony Bóg.
- Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej. - mruknął z uśmiechem na ustach. Wywróciłam oczami i prychnęłam.
- W sumie to bym mogła. Miałabym przynajmniej wybryk natury uwieczniony na zdjęciu. - powiedziałam, a chłopaka zamurowało. Widziałam, że nie wie, co powiedzieć, jednak zaraz się otrząsnął i złapał mnie za ramię. Chciał coś powiedzieć, ale koło nas pojawiła się Eveline - moja przyjaciółka. Tak jakby.
- Hej Jason. Nieważne co ona powiedziała, nie bierz tego na poważnie. Laska ma po prostu zły dzień. Rozumiesz? - uśmiechnęła się do niego nerwowo i pociągła mnie za ramię.
- Nie, wcale nie mam złego dnia. To jest jeden z tych lepszych Eve. Nie rozumiesz, że spotkałam wybryk natury, a on jeszcze mi zaproponował, żebym mu zrobiła zdjęcie. Normalnie niemożliwe. - powiedziałam, patrząc się w, coraz ciemniejsze, oczy tego Jason'a.
- Jak chcesz przeżyć, to zamknij ryj. - warknęła na mnie dziewczyna. Zaśmiałam się z niej. Chociaż, patrząc na jej przerażoną twarz i gapiów, którzy szeptali, zaczynałam się trochę niepokoić. W tym momencie pod szkołę podjechał radiowóz, a chłopak przeklnął.
- Bieber, odsuń się od dziewczyny! - krzyknął jeden przez megafon. Ktoś mi wytłumaczy, o co chodz... Bieber?! Przecież on jest niebezpieczny. I to niby on? Słyszałam o nim w wiadomościach, że zabija ludzi, handluje bronią i narkotykami, jednak policja nigdy nie miała na niego dowodów. Chłopak się zaśmiał i złapał mnie za rękę.
- Jeden ruch, albo słowo, które mi się nie spodoba i nie żyjesz mała. - powiedział do mnie z uśmiechem na ustach. Może to nie byłoby takie złe rozwiązanie. Zginąć - marzę o tym od siedmiu lat, czyli od kiedy zaczęło się piekło w moim domu, a chłopak mi to oferuje. Wyciąga do mnie rękę.
- Mam się odsunąć od mojej dziewczyny, Black? - spytał chłopak, a ja spojrzałam na niego zdziwiona, tak jak wszyscy. Ja jego dziewczyną? A w główce mu się nie poprzestawiało? 
- Ja mam uwierzyć, że Ty jesteś w związku? - spytał funkcjonariusz. Chłopak się zaśmiał kpiąco i mnie pocałował. Chciałam go odepchnąć, ale mi na to nie pozwolił.
- Potwierdź to. - szepnął w moje usta. Nie obchodziło mnie to, co mówił. Teraz najbardziej skupiałam się na tym, jak się od niego odsunąć. Ku mojej uldze, chłopak sam się odsunął. Spojrzał na mnie znacząco, a ja się uśmiechnęłam. Nie chciałam tego, ale musiałam. Chłopak objął mnie, przysuwając bliżej siebie i ścisnął mój tyłek.
- Nie przeginaj chłopczyku. - warknęłam mu do ucha, a on się jedynie zaśmiał. Odsunęłam się od niego, zabijając go spojrzeniem.
- Jesteś jego dziewczyną? - spytał drugi z funkcjonariuszy. Nie, kurwa nie! Spojrzałam na niego i zamknęłam oczy zirytowana tym, że muszę to potwierdzić. Jednak wyglądało to tak, jakby to ten facet mnie irytował, co też było prawdą. 
- Tak. - powiedziałam. Bolało, jak cholera. To jedno słowo naprawdę mnie zabolało. 
- Nie wierzę wam. - mruknął jeden z nich, ale nie zwróciłam uwagi, który to był. Zamknęłam oczy zirytowana. Dlaczego on musi być taki uparty? Nie może odpuścić?
- O co Ci chodzi, huh? Przecież nic mi nie zrobił, więc możecie już sobie jechać. - warknęłam. Traciłam powoli cierpliwość, a to się dobrze nie skończy.
- Isa, uspokój się. - podeszła do mnie Eve. Spojrzałam na nią, a ona się uśmiechnęła. - Nie wkurzaj się. - mruknęła. - Nie warto. - dopowiedziała, a ja się uśmiechnęłam. Ma rację, nie warto.
- Aha, już rozumiem. - powiedział policjant. - To Twoja następna dziwka, Bieber? - spytał. Coś mówiłam o tym, że nie warto? Odwołuję to. Spojrzałam na Eveline, a ta trzymała rękę na czole. Wiedziała, co się zaraz stanie. Ruszyłam w kierunku policjanta z miną mówiącą Już-nie-żyjesz-koleś. Facet się lekko zaniepokoił, ale nie pokazywał tego.
- Nie podchodź Abreu. - powiedział. Tak znał mnie. Wszyscy policjanci mnie znali. Część - dzięki rodzicom, część - ponieważ mnie zatrzymywali. A to nie było rzadkie zjawisko. On należał do tej właśnie części.
- Coś Ty, kurwa, powiedział? - spytałam, stojąc bardzo blisko niego. Z tej odległości, w jego oczach dostrzegłam lekkie przerażenie. Nie raz widział ludzi, których załatwiłam, bo źle na mnie spojrzeli. Po prostu nie mogę znieść tego, że jestem uważana za rozpieszczoną, bo moi rodzice nieźle zarabiają. Tak na prawdę nikt nie wie, co się dzieje w moim domu, kiedy nikt nie patrzy. Gdybym o tym komuś powiedziała, wyśmiałby mnie. Wiem o tym.
- Dobra, nieważne, sorki. - powiedział i wsiadł do samochodu, po czym odjechał z piskiem opon. Próbowałam ich dogonić, ale jednak byłam za wolna. Zatrzymałam się i wzięłam pięć głębokich wdechów. Odwróciłam się i zobaczyłam, że każdy się na mnie gapi. To mi wcale nie pomogło się uspokoić.
- Na co się, kurwa, gapicie?! - krzyknęłam, a każdy wszedł do szkoły. Nikt nie chciał mieć ze mną do czynienia. Wszyscy wiedzą, do czego jestem zdolna. Kiedyś taka nie byłam. Byłam normalną dziewczynką. Miłą, uczynną i radosną, a i tak każdy twierdził, że jestem straszna. ( Pod względem charakteru. ) Spodobało mi się to, w pewnym momencie i zaczęłam trenować sztuki walki. Po miesiącu potrafiłam powalić o dwa lata starszego chłopaka. To też mi się spodobało. Pewnie teraz myślicie, czemu nie oddam ojcu, kiedy mnie bije. Jakoś nie mogę. Coś mnie, po prostu, hamuje. Nie wiem czemu, ale kiedy chcę, nie daję rady. 
- Idziesz? - usłyszałam głos Eve, koło siebie. Zawiesiłam się. Ups. Pokiwałam głową, ale nigdzie nie zobaczyłam Bieber'a. Pewnie się zmył. Jakoś nie jest mi z tego powodu przykro. Ruszyłam za blądynką do budynku i poszłyśmy do szafek, po czym każda skierowała się do swojej sali na lekcję. Dzień zaczynający się matmą, na którą jestem już spóźniona 15 minut. Marzenie każdego. Proszę, wyczuj ten sarkazm.
Weszłam do sali, kiedy nauczyciel stał przy tablicy. Spojrzał na mnie i wywrócił oczami. Zaśmiałam się i skierowałam się do swojej ławki, aby usiąść i "słuchać", jak tłumaczy. Tak na prawdę, położyłam się na ławce i słuchałam muzyki.

niedziela, 9 lipca 2017

Prologue

Isabell - siedemnastolatka, mająca perfekcyjne życie? Może się tak wydawać, ale prawda jest zupełnie inna. Jej rodzice są szanowanymi prawnikami, jak więc może być źle? Przecież to marzenie. Wolna chata cały czas. Pieniądze i wolność? Tak jest, ale kiedy ich nie ma. Kiedy się pojawią w domu rozpoczyna się zabawa... Ojciec, który gwałci córkę, matka patrzy na to ze śmiechem. Przemoc psychiczna, jak i fizyczna. Dziewczyna oduczyła się płakać. Nie pamięta, jak wyglądają łzy. Jej życiem zawładnęły maski, które zakłada każdego ranka, aby nikt się o tym nie dowiedział.

Tak wygląda jej idealne życie...

Jason - dwudziestolatek, będący szefem gangu. Imprezy, alkohol, narkotyki, dziwki i papierosy, dużo papierosów. Znęcanie się psychiczne, potem fizyczne, które jest okropne, aż w końcu zabójstwo. Można by powiedzieć, że idealne życie. Jednak skrywa wiele sekretów, które nie dają mu spokojnie spać... Płaczący gangster? Przecież to wstyd. Jednak chłopak nie może zapomnieć o swojej rodzinie, która przeżyła piekło. Siostra, jego ukochana siostrzyczka, skarb - została uprowadzona. Gwałty i pobicia. Wróciła do domu, jednak po tygodniu popełniła samobójstwo. Matka - Zabita na jego oczach przez policję. " To była pomyłka, przykro nam. " Usłyszał tylko to. Ojciec - Po śmierci najbliższych osób, chciał najlepiej dla syna. Pracował, aby zapewnić mu dobre życie. Nie było patologii. Jednak nie wytrzymał ciężaru obowiązków i został znaleziony przez syna, na pętli.

Tak wygląda jego idealne życie...

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy prolog! Jak wypadłam? Mam nadzieję, że jest okej, biorąc pod uwagę, że pisałam go dwie godziny.
Pisać szczere opinie, proszę!
Werka W
Xoxo